Parę słów o Pink Tape od Lil Uziego Verta
Kim dzisiaj jest Lil Uzi Vert?
Na początku kariery formuła Lil Uziego Verta była dość prosta: niski, wytatuowany i bardzo charyzmatyczny raper z Philadelphi robił jak to sam określał „muzykę abyś poczuł się dobrze„. Na takim patencie Uzi działał przez pierwsze lata swojej kariery i wydał wiele uznanego materiału przez fanów jak np.: „Lil Uzi Vert vs The World.”
Zmiana formuły
Formuła ta zaczęła się zmieniać od pierwszego albumu studyjnego „LUV is Rage 2”. Wtedy na pierwszy plan przeszły te bardziej negatywne emocje rapera w postaci złamanego serca, zmęczenie sławą oraz uzależnienie od narkotyków. Pomimo całkiem innego podejścia album spotkał się z pozytywnymi ocenami fanów. To właśnie z tego albumu pochodzi (nie boję się tu użyć słowa) legendarny utwór „XO Tour Llif3„.
Późniejszą muzykę od Uziego dość trudno jednoznacznie skategoryzować i chyba nawet nie ma sensu tego robić. Raper wydawał swoją muzykę bardzo nieregularnie, często w olbrzymich dawkach, wśród których miejsce na siebie znalazły zarówno smutne ballady jak i energiczne bangery. Wracając jednak do pytania z początku. Jeśli muzykę Uziego było wtedy trudno skategoryzować to uważam, że dziś jest to już niemożliwe. Tym bardziej że jego trzeci album studyjny „Pink Tape” jest tego najlepszym przykładem.
Utwór zaczynający nową erę rapera
Album rozpoczyna fenomenalnie wykonane „Flooded The Face” z nisko zaśpiewanym refrenem przywołującym na myśl starsze mixtape’y rapera. Co prawda Uzi mógł pokusić się o lepszy tekst otwierający płytę niż zapewnianie słuchacza, że uprawia seks z ośmioma dziewczynami codziennie oraz to, że definitywnie nie jest gejem. Nie myśląc już oczami wyobraźni… to utwór dalej jest jednym z najlepszych na albumie. Oczywiście moim zdaniem.
Suicide Doors
Czego już zdecydowanie nie można powiedzieć o drugim nagraniu na płycie – „Suicide Doors”. Wyprodukowany przez postać legendarną dla fanów elektronicznego brzmienia – Arce. Idealnie poradziła sobie z beatem dla utworu, który z jednej strony jest utworem rapowym, a z drugiej strony nie stroni od inspiracji innymi gatunkami.
Kolejne utwory pokazują wszechstronność artysty
I właśnie to utwory, które czerpią coś z innych gatunków muzyki świadczą o najjaśniejszych punktach albumu, bo są to eksperymenty w dużej mierze dość udane. W utworze „Amped” odczuwalna jest wyraźna inspiracja Playboi’em Carti’m. Sam utwór został wyprodukowany przez Bugza, z którym już Uzi współpracował przy swoim materiale „Eternal Atake”. Bugz popycha przedstawiony styl na „Suicide Doors” jeszcze dalej. Tik tokowe „Just Wanna Rock” inspirowane elektroniczną muzyką klubową – Jersey Club, odbiło się szerokim echem w społeczności fanów Uziego. Sam utwór zebrał dość mieszane opinie, lecz stworzony przez Uziego taniec podbił platformę Tik Tok. Jednak jak sam raper mówi – chciał nagrać po raz drugi utwór, który zdefiniuje dany okres muzyczny. Pierwszym było oczywiście „XO Tour Llif3„, które zapisało się na kartach trapowej historii. Czas pokaże, czy Uzi swoje marzenie spełni.
Największe zaskoczenie? - Fire Alarm
Zdecydowanie największym szokiem na trackliście albumu było dla mnie „Fire Alarm„. Utwór nagrany przy współpracy z duetem producenta i wokalistki Snow Strippers, u których Uzi wystąpił w tym roku gościnnie. Utwór jest agresywny, psychodeliczny, wielowarstwowy, ale przy tym dla mnie, utwór po prostu świetny. Intro wokalistki Snow Strippers wymieszane z opętanymi krzykami Uziego dają dobrą podstawę dla agresywnej produkcji, w której dominuje tytułowy alarm pożarowy. Po chwili wytchnienia wokal Snow Strippers się kończy. To właśnie wtedy Uzi zaczyna swoją zwrotkę na bardzo obniżonym pitchu wokalu. Dzięki takiemu pomysłowi utwór otrzymuje nietypową i dodatkową cechą, który wyróżnia go na tle innych utworów w katalogu Uziego.
Współpraca i kontrowersyjny cover
Dwa utwory później dostajemy kolejną dość niespodziewaną współpracę. Tym razem z brytyjskim zespołem Bring Me The Horizon z Olivierem Sykesem na czele. Niestety tutaj Uzi wypada bardziej jako gość niż gospodarz, a przy lekkim braku skupienia podczas odsłuchu można nie usłyszeć wykonania Uziego. Ogólnie utwór „Werewolf” jest dobry, ale bardziej jako utwór Uziego. W przypadku katalogu BMTH nie byłby on już na dobrą sprawę niczym odkrywczym. Na koniec tej gatunkowej podróży Uziego zostawiłem jeszcze utwór „CS” czyli cover hitu „Chop Suey” autorstwa zespołu System Of A Down. Nie będę się nad nim zatrzymywał, powiem jedynie, że nie miało to szans na powodzenie i wie o tym każdy, kto chociaż raz odsłuchał ten cover.
Zapożyczenia są słyszalne na tym albumie, ale czy to źle?
Kończąc już podróż gatunkową i przechodząc jeszcze na chwilę do brzmień, które Uzi „pożycza” od innych artystów. Na utworze „Mama, I’m Sorry” dostajemy nawiązanie do kultowego „Hate Being Sober” Chief Keef’a. Smętne wykonanie Uziego zabija tu jednak cały klimat oryginału a cytat „Raris and Rovers” z „Love Sosa” na koniec to już gwoźdź do trumny tego fragmentu. Utwór wcześniej Uzi pożycza brzmienie z „Blue (Da Ba Dee)” grupy Eiffel 65. Po raz kolejny zapożyczenie wychodzi tu Uziemu na gorsze. Wymienianie drogich marek ubrań wydaje mi się dzisiaj bardziej odmóżdżające niż słuchanie o niebieskich ludzikach na dyskotece w podstawówce. Za to w utworze „Crush Em” Uzi uznał, że ma dość pożyczania od innych i pożycza sam od siebie. Skorzystał ze swojego hitu „Myron” co wychodzi w ogólnym rozrachunku całkiem w porządku, ale pojawia się pytanie… Czy skoro czekaliśmy na Pink Tape tak długo to, czy podróbka „Myron” jest tu na miejscu?
Czy to ewolucja z własnych ambicji?
Trap, metal, elektronika, rock, covery i sample to w dużej mierze to za co polubiłem w „Pink Tape” już od momentu premiery. Chociaż trzeba sobie odpowiedzieć na jedno pytanie – czy ewolucja brzmienia wychodzi na pewno z wewnętrznej ambicji Uziego, czy jednak stara się on nie przepaść w fali rosnącego regresu popularności Soundcloudowych raperów? Odpowiedź nie jest tu oczywista, ale osobiście uważam, że rozwiązanie leży gdzieś pośrodku. Jak wiadomo, Uzi od dzieciństwa słuchał gatunków muzycznych spoza rapu, więc można podpiąć jego dzisiejszy wachlarz brzmień właśnie pod te dziecięce marzenia.
Z drugiej strony nietrudno zauważyć, że sukcesywne zmiany brzmienia potrafią wywołać sporą sympatię starych fanów jak i przyciągnąć nowych. Za najlepszym tego przykładem można wskazać „Let’s Start Here” autorstwa Lil Yachty’iego, który zaprezentował odmienną muzykę niż wcześniej. Inne przykłady zmiany brzmienia przez raperów też nie są ciężkie do przytoczenia np.: „Igor” od Tylera, „Utopia” od Travisa Scotta, „Whole Lotta Red” od Cartiego czy „Yeezus” od Kanye’go West’a. Twórcy muzyczni niosą ze sobą znaczne ryzyko decydując się na zmianę swojego brzmienia lub wprowadzenie nowych, dominujących elementów. Niemniej, jednak gdy taka transformacja udaje się, ich album może stać się niezapomnianym dziełem. Ponadto taka ewolucja może przyciągnąć szerokie grono nowych fanów.
Na sam koniec niezbyt przyjemny werdykt dla rapera
„Pink Tape” moim zdaniem stawia czoła oczekiwaniom i staje na wysokości zadania, ale nie zawsze. Uzi niestety wypełnił „Pink Tape” wieloma przeciętnymi nagraniami z zupełnie innego świata. Utwór „x2” brzmi jak żywcem wyjęte z sesji nagraniowych do „Eternal Atake”. Inny utwór – „I Gotta” jest napisany po linii najmniejszego oporu, a „Spin Again” pomimo przyjemnej produkcji nie dostaje wystarczająco czasu, aby się rozkręcić. Tak naprawdę trudno mu wywołać we mnie jakieś stałe wrażenie. Jednym zdaniem: „Pink Tape” to naprawdę ciekawa płyta z wieloma świetnymi pomysłami, ale kuluje na braku artystycznego skupienia i na chęciach zrobienia z niej bardziej komercyjnej płyty, która w założeniu miała trafić do większej ilości słuchaczy. Szkoda, że nie chciano zrobić z „Pink Tape” trochę większego eksperymentu, który moim zdaniem mógł się opłacić.
Masz newsa?
Napisz do nas na socialach lub wyślij wiadomość na redakcja@utppf.pl
Bądź z nami na bieżąco:
O autorze
- Filip Pytel
- 21 października, 2023MainstreamParę słów o Pink Tape od Lil Uziego Verta
1 thought on “Parę słów o Pink Tape od Lil Uziego Verta”